poniedziałek, 13 sierpnia 2018

Mini recenzje - "Księga dzikości", "Instrukcja obsługi lasu", "Weź wyjdź"

Dziś kolejna odsłona “mini recenzji”. Zgodnie z panującym ostatnio klimatem (na dworze jak i moim blogu), tematyka wszystkich proponowanych pozycji będzie letnia, przyrodnicza i zachęcająca do przebywania na zewnątrz. Już na wstępie zdradzę, że każda z przedstawianych dziś książek mnie w jakiś sposób urzekła. Nie przedłużając już, przechodzę do recenzowania. 



Księga dzikości - D. Scarfe 

Dość luźna, ale bardzo ciekawa lektura. Podzielona została na wiele krótkich rozdziałów, a każdy z nich porusza jakieś zagadnienie, związane z daną aktywnością na łonie przyrody. Autor zdradza nam m.in. jak rozpalić ognisko, zbudować łuk, czy odnajdywać na niebie określone gwiazdozbiory. Z jednej strony wydawać by się mogło, że jest to lektura adresowana przede wszystkim do młodszych odbiorców. Z drugiej, złożoność niektórych pomysłów mogłaby przysporzyć kłopotów niejednemu dorosłemu - vide budowa funkcjonalnej tratwy, czy... ogrodowego pieca do wypiekania pizzy. Można więc rzec, że jest to po prostu książka dla całych rodzin, promująca spędzanie czasu na tzw. świeżym powietrzu. Uwagę zwracają także przyjemne rysunki. Polecam. 

Ocena: 8/10 


Instrukcja obsługi lasu – P. Wohlleben 

Najnowsza książka autora, znanego przede wszystkim z bestsellerowego “Sekretnego życia drzew”. Jak nazwa wskazuje – Wohlleben skupił się w swoim nowym dziele na wszystkim, co powinniście wiedzieć, gdy obcujecie z lasem. Niemiec skupia się tutaj co prawda na swoich, rodzimych terenach, acz większość wskazówek może znaleźć miejsce i analogię także w naszym kraju. Książka jest napisana i przetłumaczona w naprawdę świetny sposób. Czyta się ją z wielką przyjemnością i jest to wg mnie najlepsza z referowanych dziś przeze mnie pozycji. Dużo praktycznych porad, ciekawostek, fachowej wiedzy (autor pracuje od wielu lat w roli leśnika) i szczypta dobrego humoru – tak w skrócie można przedstawić zawartość Instrukcji obsługi lasu. Polecam wszystkim, nawet tym którym wydaje się, że wiedzą już w tym temacie wystarczająco dużo - możecie się zdziwić, ale i pozytywnie zaskoczyć. 

Ocena: 9/10 


Weź wyjdź - P. Świątek 

Autorem tej, świeżo wydanej książki jest współtwórca poczytnego bloga “Paragon z podróży”. Świątek postanowił przedstawić nam 9 pomysłów na krótkie, 1-2 dniowe wyprawy po Polsce. Nie jest to żaden sztywny, turystyczny przewodnik, a zbiór luźnych spostrzeżeń i propozycji. Autor umieścił w swojej książce relacje i przebieg swoich wypraw w takie regiony Polski jak: Wielkopolska, Podkarpacie, Kaszuby, Dolny Śląsk, Warmia, Wyspa Wolin, Podhale, Podlasie i Łódź. Co charakterystyczne - Świątek, prócz zamieszczenia paru słów na temat kultury i obyczajów, nakreśla też rys historyczny danego regionu oraz biografii wybranej, znanej osobistości z nim związanej. Zabieg ten nadaje lekturze dodatkowego klimatu i sprawia, że nasza chęć na odbycie proponowanej wędrówki znacznie wzrasta. Sam, odbyłem jedną z nich, już w dzień po ukończeniu tej książeczki (ma ona miniaturowe, zgrabne wymiary). A w planach mam także kolejne. Myślę, że autor zainspiruje także niejednego z was. 

Ocena: 8/10 

wtorek, 31 lipca 2018

KSIĄŻKA MIESIĄCA, LIPIEC: "Natura leczy"




Czas na recenzję książki miesiąca lipca. Zgodnie z dominującą aktualnie na moim blogu tematyką, będzie to książka związana z naturą. I to bardzo blisko, o czym świadczy chociażby jej tytuł. Jego pełna nazwa to: "Natura leczy, czyli co sprawia, że jesteśmy szczęśliwsi, zdrowsi i bardziej kreatywni".  Tak, kto śledzi mojego bloga, temu ten tytuł może wydawać się już znajomy. Wspominałem już o tej pozycji w poprzednim wpisie. Ten będzie już jej poświęcony w całości. 

Autorką obiektu dzisiejszej recenzji jest Florence Williams. To dziennikarka, redaktorka i autorka artykułów publikowanych w "New York Times", czy "National Geographic". Jej książka pojawiła się w polskich księgarniach przed nieco ponad 2 miesiącami, choć nakład był stosunkowo niewielki i wielu mogło ją przeoczyć. Za jej wydanie zabrało się także mało "mainstreamowe" wydawnictwo, a mianowicie Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego. Pomimo tego faktu, muszę przyznać że książka wizualnie i fizycznie prezentuje się naprawdę dobrze. Twarda, solidna oprawa, przyjemna kolorystyka, a do tego trzeba wspomnieć rysunki, które dodają książce specyficznego klimatu i nieprzeciętnego uroku. Pierwsze wrażenie i kontakt z tym tytułem są więc bardzo pozytywne. Przejdźmy już jednak do treści. 

Ta okazuje się również nie odstawać od wysokiego poziomu. Ale po kolei. Williams podzieliła książkę na kilka głównych rozdziałów i kilkanaście podrozdziałów. Każdy z nich przenosi akcję w inne miejsce i przedstawia sprawy z nieco innej perspektywy. Co jest dużą zaletą książki, to fakt że autorka nie ogranicza się w niej jedynie do suchego przedstawiania wyników badań naukowych, dotyczących wpływu natury na życie człowieka. Williams relacjonuje także (a może przede wszystkim) swój udział i doświadczenia z "zażywania" natury z różnych zakątków kontynentu (Ameryki Północnej), a nawet świata. Na potrzeby książki, autorka wzięła udział w kilku wydarzeniach/ceremoniałach, charakteryzujących się korzystaniem z rzekomych profitów, płynących z kontaktu z naturą. I tak, poczytamy tu o m.in. o wrażeniach autorki z udziału w japońskiej kąpieli leśnej (tzw. Shinrin-yoku), przechadzce po fińskich, dziewiczych lasach, czy spływie kajakowym w amerykańskim stanie Idaho – wraz z wojennymi weterankami. To nadaje książce charakteru barwnego i dość dynamicznego reportażu. Przygoda, osobiste refleksje autorki i praktyczne doświadczenia przeplatają tu się z licznymi wypowiedziami naukowców i "speców" od natury. Nie zabrakło też wielu ciekawych cytatów i odniesień do rzetelnych, naukowych badań - o czym już zresztą wspominałem. 




To, co świadczy o mej wysokiej ocenie książki, to m.in. bardzo trzeźwe i rozsądne podejście autorki do tematu. Williams nie jest w swych doświadczeniach bezkrytyczna i do wielu procederów i zabiegów podeszła z pewną dozą dystansu, czy nawet sceptycyzmu. Autorka nie daje gotowych odpowiedzi. Przedstawia okoliczności wydarzeń i swoje odczucia, ale nie dokonuje ostatecznej i "jedynej słusznej" oceny. No chyba, że cytuje wyniki naukowych doświadczeń - ale to już inna para kaloszy. A trzeba przyznać, że tych odniesień jest całkiem dużo. Williams przytacza wiele liczbowych danych, ale większość z nich bardzo dobrze komponuje się z aktualną treścią i ściśle nawiązuje do podejmowanego tematu. Z tych licznych informacji dowiemy się m.in. jakie miejsca mogą pochwalić się najlepszym stosunkiem "zazielenienia", czy o jaką procentową wartość spada poziom kortyzolu, po kontakcie z określonymi bogactwami przyrody. Owy kontakt, autorka rozłożyła zresztą na czynniki pierwsze. W oparciu o naukę, Williams opisała wpływ natury na każdy z ludzkich zmysłów. W książce nie zabrakło tez rozważań o charakterze filozoficznym, etycznym, czy nawet matematycznym.  Niewątpliwie, próba wyjaśnienia fenomenu natury w sposób interdyscyplinarny, to jeden z największych atutów tej lektury. 

"Natura leczy" to jedna z najlepszych książek jakie czytałem w ostatnich miesiącach i zdecydowanie ścisła czołówka w podejmowanym temacie. Florence Williams w bardzo wyważony i inteligentny sposób opisała wpływ walorów natury na ludzki organizm. To co teoretycznie wiemy już od dawna, zostało zgrabnie połączone z najnowszymi, naukowymi doniesieniami. Wszystko to sprawia, że "Natura leczy" jest tytułem kompletnym i zdecydowanie wartym polecenia wszystkim ludziom, a w szczególności tym niespecjalnie uświadomionym i wiecznie czymś zajętym. Od młodych "gieromaniaków", przez pracoholików w średnim wieku – po emerytów, spędzających większość czasu przed telewizorem. 
                                                                                                

sobota, 28 lipca 2018

MÓZGOWA LITERATURA, CZ.7 - "Szczęśliwy mózg"




Rick Hanson to amerykański neuropsycholog, nauczyciel medytacji oraz współautor bestselleru "Mózg Buddy". Nie o tej książce będzie dziś jednak mowa. "Szczęśliwy mózg" - bo na niej się skupię, to wydana u nas przed 2 laty pozycja, traktująca o "programowaniu" swojego umysłu na szczęście. Autor postanowił oprzeć się w swoich teoriach na wynikach badań neuropsychologicznych. Jak mu się udała ta sztuka? O tym w dalszej części wpisu. 

Książkę podzielono na 10 rozdziałów, a całość liczy ok. 250 stron. Niby niewiele, choć mogłoby być i zwięźlej - ale do tego jeszcze powrócę. Projekt okładki, jak i oprawa książki są dość estetyczne - ciężko tu się czegokolwiek przyczepić. Podobnie jest z wnętrzem. Układ tekstu, nagłówki oraz tabele są przejrzyste i czytelne. Przejdźmy do samej treści. 

Tematem przewodnim książki jest "chłonięcie dobra". Na początku lektury Hanson skupia się jednak głównie na naukowych podstawach – i ma to swój sens. Autor przedstawia nam działanie oraz funkcje poszczególnych części mózgu, a także wyjaśnia termin neuroplastyczności. Owa neuroplastyczność to w zasadzie baza wyjściowa do wszystkich teorii, które próbuje w "Szczęśliwym mózgu" przeforsować Hanson. W ogólnym pojęciu, oznacza ona zdolność ludzkiego mózgu do "przegramowywania się", za sprawą tworzenia nowych połączeń przez tkankę nerwową. To powszechna cecha neuronów, która pozwala nam wyuczyć się innych niż zakodowane dotychczas reakcje na określone bodźce, które odbiera nasz układ nerwowy. 

Wielu z nas jest niespełnionych, bądź nieszczęśliwych z powodu negatywnych skojarzeń i przekonań z nich wynikających. Często są one bardzo głęboko zakorzenione i w większości przypadków towarzyszą one nam niestety już do końca życia. W gruncie rzeczy, to wiele osób nawet nie bardzo zdaje sobie sprawę z ich istnienia, a już tym bardziej nie myśli nad ich wyplenieniem. Ci, którzy chcieliby jednak coś zmienić, zrobić krok do przodu i stać się szczęśliwszym, będą najodpowiedniejszymi adresatami książki Hansona.  

Jednym z głównych założeń i celów rekomendowanych przez autora jest jak najczęstsze przebywanie w tzw. responsywnym stanie umysłu. To przeciwieństwo stanu reaktywnego, który łączy się z przebywaniem w stanie gotowości, stresem,  ciągłym ocenianiem innych osób i otoczenia... hmm, skąd my to znamy? Kolejną wskazówką, która przewija się przez całą pozycję, jest zatrzymywanie się przy odczuwaniu jakiejś pozytywnej emocji. Zatrzymywanie, głębokie doświadczanie i "instalowanie" (jak to zwykł Hanson określać) wszelkich dobrych odczuć, związanych z danym doświadczeniem. Cóż... tu także autor niczego rewolucyjnego nie odkrył, ale fajnie że wszystko co przekazuje, poparł literackimi źródłami, lub naukowymi badaniami. Co nam jeszcze oferuje Hanson? Prócz wspomnianego, teoretycznego podłoża - dużą ilość ćwiczeń mentalnych. Głównie opartych na autorskim schemacie: "ZBIERAJ, WZBOGACAJ, ABSORBUJ, ŁĄCZ". To kolejne etapy umysłowych wizualizacji, które mają za zadanie wzmocnić w nas odczuwanie danego, pozytywnego uczucia, np. poczucia, że jesteś ceniony, poczucia siły, czy też miłości. Tego typu, ćwiczeniom umysłowym, Hanson poświęcił kilkadziesiąt stron i według mnie delikatnie przekombinował i rozbuchał tę kwestię - byle sprzedać coś przez siebie stworzonego. Jak dla mnie wystarczyłoby kilka przykładów zastosowania mentalnego wzmacniania, ale cóż... ważne, że dobry przekaz leci 🙂 

"Szczęśliwy mózg" to całkiem przyjemna i solidna lektura. Rick Hanson przedstawił w niej praktyczne sposoby pozytywnego wzmacniania myśli i radzenia sobie z tymi negatywnymi. Fakty są też takie, że przekaz płynący z książki można by zmieścić na znacznie mniejszej liczbie stron, a porady autora nie są szczególnie rewolucyjne. Niemniej - większość zainteresowanych "programowaniem się na szczęście" i zwiększeniem pewności siebie w codziennym życiu, nie powinna się zawieść. 

 MÓZGOWA LITERATURA, CZ.1 "Mózg. 41 największych mitów":

MÓZGOWA LITERATURA, CZ.2 "Mózg rządzi. Twój niezastąpiony narząd":

MÓZGOWA LITERATURA, CZ.4 "Mózg. Granica życia i śmierci":

MÓZGOWA LITERATURA, CZ.5 "Mózg. Opowieść o nas":

MÓZGOWA LITERATURA, CZ.6 "Po pierwsze nie szkodzić":